poniedziałek, 23 września 2013

Ombre na pożegnanie lata

Lato pożegnało nas chłodno, dlatego też nie miałam okazji założyć tej długiej sukienki. To - o ile się nie mylę - trzecia długa suknia w mojej "karierze". Nie chodzę w takich rzeczach, ale zrobiłam wyjątek dla cieniowanej tkaniny, z której szyłam. Szczerze mówiąc nic lepszego mi do głowy nie przyszło:) Projekt od początku do końca mój. Jestem z niej dumna, choć mogłam przewidzieć, że naszywane cieniowane elementy będą się odchylać i będzie widać overlockowe wykończenia i szwy. Powiem więc, że tak ma być i już! Taki był zamysł, że wstawka z przodu i z tyłu ma "fruwać".  Miało być swobodnie i lekko, casualowo, wyszło troszkę za strojnie i naprawdę nie mam pojęcia, gdzie ją założyć, ale nad tym będę się zastanawiać w przyszłym roku. 
Opowiem trochę o kroju. Otóż góra powstała z tej formy, lekko przemodelowanej i z większymi luzami. Dalej mam fazę na trójkąty:) Tył zapinany na zamek kryty. Dół z krótką podszewką, odsłania nogi i dodatkowo dwa rozcięcia z przodu ułatwiające poruszanie się. Zwykle chodzę szybko i nie znoszę gdy coś mi się plącze między nogami, jak np. w tej sukience. W spódnicy podwinęłam więcej materiału, żeby troszkę obciążyć, a może zrównoważyć lekki dół w stosunku do gorsetowej góry (chodzi również o kolory). 
Tkaniny: szyfon cieniowany herbaciano - różowy (co za kolor:)), podszewka z nie wiem czego, ale bawełny to w niej chyba śladowe ilości są, pasek podkleiłam flizeliną. Górę naszywałam bezpośrednio na podszewkę, więc od wewnętrznej strony widoczne są szwy, ale w miarę prosto wyszło i estetycznie, więc zrobiłam tylko obłożenie dekoltu i pach z tkaniny na podszewkę. Koniec! Bo można się zmęczyć czytając tego posta.
Pozdrawiam, Dorota
Zdjęcie pod światło.

                                                                              

czwartek, 19 września 2013

Kremowa z dekoltem na plecach

Czekałam na odpowiedni moment, pomyślałam nawet, że poświęcę się dla sprawy i wyjdę na zewnątrz w tej bluzce, co przy 8 stopniach jest nie lada wyczynem (i głupotą), ale nie udało się. Nikt nie ma czasu i chęci na oglądanie moich wygibasów przed obiektywem i pstrykanie mi fotek, więc wrzucam te zrobione przeze mnie jako zdjęcia techniczne. Ciągniemy temat mojej ulubionej formy na t-shirt. Tym razem nieco grubsza dzianina, z bardzo fajną fakturą, sztywna, nadaje się na sukienki, dostępna w wielu kolorach. Świetnie się z niej szyje i bardzo dobrze się nosi. 
Mogło by to lato tak szybko nie odpuszczać!
Pozdrawiam ciepło, Dorota



                                                          

czwartek, 12 września 2013

Koszulka z cekinową aplikacją

T-shirt prosty jak drut z formy odwzorowanej stąd. Nie ma się co rozpisywać:) Mój brat określił tą dzianinę jako piżamową. Co tam! Ważne, że się dobrze nosi.
Tkaniny/ Dzianiny: szara dzianina bawełniana, cekiny na siatce.
Pozdrawiam, Dorota

Bluzka - Szyję.Nocą
Torebka - SH
Okulary, Pierścionek - H&M
Jeansy - Mango
Botki - Stradivarius

                                                                      

niedziela, 8 września 2013

I ♥ my t-shirt

Każdy ma swoje ulubione rzeczy w szafie, które eksploatuje do granic możliwości, mimo dziur, plam, przetarć. Ja mam swój t-shirt. Kupiłam go w Reserved w zeszłym roku na wyprzedaży. Ubieram do wszystkiego i na przeróżne okazje. Minus - biały kolor, który przestaje być już biały, nie da się doprać i doprasować. Wiem, zwykły podkoszulek, ale bardzo go lubię za jakość dzianiny, za fason, za przepiękne zdjęcie na przodzie i  "DO WHAT YOU LOVE"! Odbiłam więc sobie formę i przenoszę ulubiony fason na inne tkaniny. Wkrótce pojawią się posty z nowymi bluzkami, ich zapowiedź na dole.
Pozdrawiam, Dorota
 Forma, którą odbiłam z T - shirtu była cięta i sklejana wielokrotnie i na pewno na tym nie koniec:)
 W kolejnych postach bluzki/ koszulki na podstawie ulubionego T - shirtu. Poniżej ich zapowiedź.
                                                                                    


środa, 4 września 2013

Koronkowa

Dziś opowiem historię tej oto sukienki. Pierwotnie nie miała "ujrzeć światła dziennego" na blogu, ale pojawiła się. Nie dlatego, że wyczerpałam cały zasób projektów do pokazania, tylko po to, żeby pokazać jakie były moje pierwsze potyczki z szyciem, jaką miałam ograniczoną wyobraźnię jeśli chodzi o wykańczanie i wszywanie podszewki i jak ją sprzedałam. 
Jeśli ktoś jest samoukiem to do wszystkiego musi dojść sam, metodą prób i błędów. Nic lepszego nie zaproponuję. Można kupić miesięczniki z wykrojami, ale tam też nie do końca wszystko jest wyjaśnione (mnie milion kropek i kresek, w tym pełna rozmiarówka na jednym arkuszu lekko przeraża, więc ograniczyłam się tylko do przeglądania tego typu czasopism w Empiku). Można też pójść do szkoły (tak zrobiłam), ale na zajęciach w tempie ekspresowym nie ma czasu dla takich laików jak ja. Proponuję więc dla osób zafascynowanych projektowaniem i szyciem rozpocząć edukację w tym kierunku od porządnej zawodówki, potem technikum, potem ewentualnie policealną (tą ukończyłam), potem studia. Ciekawostka: sposobów konstrukcji/ wykańczania jest tyle co szkół - dowiedziałam się tego, gdy na zajęciach absolwentki techników odzieżowych wymieniały swoje spostrzeżenia z prowadzącą (ja w tym czasie borykałam się z jakąś tam linią: "skąd do licha ona się tu wzięła???!!!" - wierzcie mi - milion razy tak było:)
Do rzeczy. Nie byłam do końca poinformowana, albo nie zakodowałam sobie, że cięcie francuskie trzeba ładnie zmodelować na biuście i że nie zawsze musi przechodzić przez środek piersi, czego wynikiem była poniższa zaszewka. Koronka, z której szyłam była dość gruba, trzeba ją było potraktować jako tkaninę wierzchnią, a spód jak podszewkę, którą wszywa się od dekoltu, potem ramiona i na końcu ukrywa się pod nią zamek, a nie zastanawiać się jak schować szwy na zaszewce francuskiej, które wyglądają spod pachy. W końcu po dłuższym główkowaniu przestębnowałam 2mm od zaszewki po wierzchu. Ramiona potraktowałam podobnie. Mimo niedoróbek byłam bardzo zadowolona - to był jeden z moich pierwszych projektów. Teraz zmieniłabym w tej sukience prawie wszystko - od konstrukcji, przez modelowanie i szycie (kwestia doświadczenia, które już nabyłam, jeszcze tylko te przeklęte rękawy i wszywanie podszewki w dekolcie tak, żeby się nie wywijała na zewnątrz i będzie naprawdę dobrze:)). Można naszywać koronkę na inną tkaninę, ale musi mieć to sens (np. gruba, ale niestabilna koronka, bardzo delikatna, łatwo zaciągająca się). A teraz najlepsze: sprzedając na Allegro tą sukienkę po kilku tygodniach bez sukcesu, w tytule napisałam "....j. Asos". Poszła szybciej niż myślałam:) Właśnie dlatego waham się, czy w ogóle warto zakładać działalność, wymyślać projekty, skoro na sprzedaż (po doliczeniu kosztów tkaniny, dodatków, własnego czasu) nie ma szans, jeśli nie napisane jest w tytule: j. Asos, j. Zara....itp. Podziwiam, kibicuję i zazdroszczę tym osobom, które już wypracowały sobie markę przez lata lub mają tą niesamowitą odwagę, żeby założyć  biznes, starać się o dofinansowanie i nie przejmować się myślą: co będzie, jeśli na ZUS nie wystarczy?
Pozdrawiam, Dorota