środa, 4 września 2013

Koronkowa

Dziś opowiem historię tej oto sukienki. Pierwotnie nie miała "ujrzeć światła dziennego" na blogu, ale pojawiła się. Nie dlatego, że wyczerpałam cały zasób projektów do pokazania, tylko po to, żeby pokazać jakie były moje pierwsze potyczki z szyciem, jaką miałam ograniczoną wyobraźnię jeśli chodzi o wykańczanie i wszywanie podszewki i jak ją sprzedałam. 
Jeśli ktoś jest samoukiem to do wszystkiego musi dojść sam, metodą prób i błędów. Nic lepszego nie zaproponuję. Można kupić miesięczniki z wykrojami, ale tam też nie do końca wszystko jest wyjaśnione (mnie milion kropek i kresek, w tym pełna rozmiarówka na jednym arkuszu lekko przeraża, więc ograniczyłam się tylko do przeglądania tego typu czasopism w Empiku). Można też pójść do szkoły (tak zrobiłam), ale na zajęciach w tempie ekspresowym nie ma czasu dla takich laików jak ja. Proponuję więc dla osób zafascynowanych projektowaniem i szyciem rozpocząć edukację w tym kierunku od porządnej zawodówki, potem technikum, potem ewentualnie policealną (tą ukończyłam), potem studia. Ciekawostka: sposobów konstrukcji/ wykańczania jest tyle co szkół - dowiedziałam się tego, gdy na zajęciach absolwentki techników odzieżowych wymieniały swoje spostrzeżenia z prowadzącą (ja w tym czasie borykałam się z jakąś tam linią: "skąd do licha ona się tu wzięła???!!!" - wierzcie mi - milion razy tak było:)
Do rzeczy. Nie byłam do końca poinformowana, albo nie zakodowałam sobie, że cięcie francuskie trzeba ładnie zmodelować na biuście i że nie zawsze musi przechodzić przez środek piersi, czego wynikiem była poniższa zaszewka. Koronka, z której szyłam była dość gruba, trzeba ją było potraktować jako tkaninę wierzchnią, a spód jak podszewkę, którą wszywa się od dekoltu, potem ramiona i na końcu ukrywa się pod nią zamek, a nie zastanawiać się jak schować szwy na zaszewce francuskiej, które wyglądają spod pachy. W końcu po dłuższym główkowaniu przestębnowałam 2mm od zaszewki po wierzchu. Ramiona potraktowałam podobnie. Mimo niedoróbek byłam bardzo zadowolona - to był jeden z moich pierwszych projektów. Teraz zmieniłabym w tej sukience prawie wszystko - od konstrukcji, przez modelowanie i szycie (kwestia doświadczenia, które już nabyłam, jeszcze tylko te przeklęte rękawy i wszywanie podszewki w dekolcie tak, żeby się nie wywijała na zewnątrz i będzie naprawdę dobrze:)). Można naszywać koronkę na inną tkaninę, ale musi mieć to sens (np. gruba, ale niestabilna koronka, bardzo delikatna, łatwo zaciągająca się). A teraz najlepsze: sprzedając na Allegro tą sukienkę po kilku tygodniach bez sukcesu, w tytule napisałam "....j. Asos". Poszła szybciej niż myślałam:) Właśnie dlatego waham się, czy w ogóle warto zakładać działalność, wymyślać projekty, skoro na sprzedaż (po doliczeniu kosztów tkaniny, dodatków, własnego czasu) nie ma szans, jeśli nie napisane jest w tytule: j. Asos, j. Zara....itp. Podziwiam, kibicuję i zazdroszczę tym osobom, które już wypracowały sobie markę przez lata lub mają tą niesamowitą odwagę, żeby założyć  biznes, starać się o dofinansowanie i nie przejmować się myślą: co będzie, jeśli na ZUS nie wystarczy?
Pozdrawiam, Dorota

                   
                                                                                         


24 komentarze:

  1. Pięknie wygląda!
    PS. Mogłabyś wyłączyć tą weryfikację obrazkową w komentarzach? Upierdliwa bardzo jest.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już. Zielonego pojęcia nie miałam, że też mam tą weryfikację włączoną:)

      Usuń
  2. Ja chcę taką sukienkę! Jest prześliczna (pomijam fakt, że koronka strasznie mi się podoba od jakiegoś czasu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to koronki sporo będzie u mnie na blogu:)Też mi się podoba.

      Usuń
  3. Wow jest fenomenalna !!! Ja bez Asosu bym taką kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mnie moje sukienki podobają się do pierwszego założenia. Potem szyję nową, bo już co innego mnie kręci;)

      Usuń
  4. sukienka śliczna. Naprawdę mi się podoba. A co do nauki, to chyba tak jest ze wszystkim, trzeba dużo samemu się uczyć jednak :) A co do sprzedaży, no tak to jest. Bardzo można zauważyć że wiele osób kupuje coś bo jest modne...a nie dlatego, że się podoba. No tak to już jest :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne te koronki, no i cała sukienka przeurocza: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tą sukienkę uszyłam bardzo dawno temu, w tym sezonie to dopiero są ładne koronki.

      Usuń
  6. ale fajna, zupełnie jak Asos!

    żartuję:) jestem pełna podziwu, bo ograniczam się do tylko do wykrojów z burdy itp., a w momencie gdy przeczytałam o "cięciu francuskim" zupełnie zgłupiałam:D Szkoda, że ten wpis tchnie takim lekkim smutkiem, zwłaszcza na końcu, bo jest coraz więcej małych polskich marek, którym się udało. Zastanawiam się tylko, czy słusznie masz żal o tego Asosa. Chodzi mi o to, że allegro jest miejscem, gdzie ludzie szukają właśnie Asosa albo Zary w okazyjnej cenie, a być może sprzedawanie sukienki w innych okolicznościach, gdzieś, gdzie kupują osoby szukające unikatów, sprawiłoby, że projekt zostałby bardziej doceniony. Poza tym w tym gąszczu allegro trzeba jednak dobrze skonstruować frazę, żeby aukcja się komuś wyświetliła i w ogóle ktoś ją zobaczył. A tak poza tym, to strasznie mi się podoba połączenie kolorów. Zupełnie nie moje, ale takie szlachetne, piękne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie żal do Asosa (sama często podpatruję), niemiłe mam doświadczenia ze sprzedażą moich ubrań na Allegro. Nawet jeśli były nowe, dopiero co wyszły spod igły, nie zwróciły mi się koszty materiału. Rzeczywiście, tu masz rację. Na Allegro szuka się rzeczy po okazyjnej cenie.

      Usuń
    2. No to naprawdę może być dobijające, że wkładasz w szycie tyle pracy, a ni masz z tego zysku. Szkoda, że talent krawiecki nie idzie od razu w parze z marketingowym:) No ale wszystko przed Tobą:D
      póki co, ponieważ bardzo mi się twój blog podoba, przyznaję Ci nominację do LBA:) pytaniami nie będę zamęczać, a tutaj masz szczegóły: http://tosieskonczyszwami.blogspot.com/2013/09/ostatni-blog-w-internecie-lba.html

      Usuń
    3. Dziękuję bardzo za wyróżnienie:))

      Usuń
  7. Zacznę od sukienki, która jest śliczna. Z koronką mam niewielkie doświadczenia ale planuję się wprawić:) Ech, szycie... No tak, jeszcze nie potrafię tego, co bym chciała, szyję zrywami, bo albo siedzę tydzień przy maszynie, albo przez kilka tygodni ją omijam łukiem. Chociaż od czasu do czasu staram się coś uszyć. Kiedy porównuję swoje pierwsze ubrania do tego, co mam teraz, widzę ogromną poprawę. Wiele rzeczy w tej chwili uszyłabym zupełnie inaczej, ale wtedy dawało mi to satysfakcję, że w ogóle mogę pokazać się w tym, co sama własnoręcznie stworzyłam:)) Co do asosa to czasami jestem w szoku, że buty, które u nich na stronie można kupić dajmy na to za stówę, i to z darmową przesyłką, u nas na allegro są sprzedawane za dwie+przesyłka:) No ale u nas jeszcze robi to szał. Kiedyś może coś się w tej kwestii zmieni, już teraz więcej się mówi o małych markach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie teraz mam taki okres, że maszynę wysłałam do kąta:)

      Usuń
  8. jak na niewyksztalcona krawcowa, uszylas piekna sukienke, perfekcyjne wykonczenie, ja z tym mam klopoty ogromne, jednak overlock duzo daje, zycze powodzenia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez overlocka nie mogłabym estetycznie wykańczać brzegów, mam maszynę która jest taką zabaweczką i ma "pięć ściegów na krzyż":) Widziałam na blogach, dziewczyny świetnie sobie radzą z wykańczaniem maszynowym, ale robią to porządnym sprzętem. Overlock bardzo się przydaje, nie wspominając o szyciu dzianiny - można ją samym overlockiem przeszywać.

      Usuń

Dziękuję Wszystkim za komentarze.